Polska gościnność od kuchni, czyli jak chętnie otwieramy swoje domy dla innych?

Zaledwie w ciągu ostatnich kilku miesięcy polska gościnność stała się powodem do dumy, o którym mówiło się niemal na całym świecie. Wielu z nas otworzyło swoje serca dla uciekających przed tragedią wojny Ukraińców, przyjmując ich pod swój dach lub oferując inną formę pomocy. To tylko potwierdziło, że w trudnych sytuacjach potrafimy stanąć na wysokości zadania i udzielić wsparcia potrzebującym – nawet dzieląc się z nimi czymś tak prywatnym, jak własny dom.

Zaistniała sytuacja zainspirowała nas do zbadania podejścia Polaków do tematu gościnności. Okazuje się, że w większości naprawdę lubimy zapraszać innych do swoich mieszkań. Rolę gospodarza traktujemy poważnie – odpowiednio przygotowujemy się do takich wizyt, a do tego staramy się stworzyć miłą atmosferę, aby odwiedzający nas ludzie poczuli się jak u siebie. Sprawdziliśmy także, jak wypadł nasz sprawdzian z gościnności wobec szukających schronienia uchodźców. Oprócz tego dowiedzieliśmy się, jak ważna jest dla nas domowa prywatność i co robimy, aby ją zachować. Zachęcamy do zapoznania się z wnioskami z naszego badania.

Gościnność jako cecha narodowa?

Przypisywanie pewnym narodowościom określonych cech – zarówno tych pozytywnych, jak i negatywnych – jest dość powszechną praktyką. Warto jednak zwrócić uwagę, że nie zawsze są to tylko stereotypy. Badacze tego zjawiska mówią o charakterze narodowym, czyli postawach i wzorach zachowań typowych dla większości członków danej nacji. Jedną z godnych pochwały cech, która kojarzy się z Polakami, jest bez wątpienia gościnność. I chyba nie ma w tym żadnej przesady, bowiem aż 87% obywateli naszego kraju uważa swoich rodaków za gościnnych.

Czy faktycznie to narodowość wpływa na gościnność lub jej brak? Antropolożka kulturowa dr hab. Inga B. Kuźma, prof. UŁ z Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Łódzkiego wyjaśnia:

Narodowość nie determinuje takich cech. Wypracowane w czasie zachowania i postawy w ramach danej grupy przekształcają się np. w tradycje i podzielane przez zbiorowość obyczaje. To one tworzą z podobnie myślących jednostek wspólnotę skupiającą się wokół współdzielonych wartości, które grupa identyfikuje jako własne i ważne. Stosunek do goszczenia i gości uwarunkowany jest historycznie i kulturowo – był jednak różny w różnych grupach społecznych na przestrzeni epok.

A co Polacy myślą w tym kontekście o sobie? Łącznie 76% badanych uważa samych siebie za osoby gościnne. Okazuje się jednak, że w pewnym stopniu zależy to od miejsca zamieszkania. Najwyższy odsetek osób przypisujących sobie tę cechę odnotowaliśmy wśród mieszkańców wsi – to aż 81% respondentów. Z kolei w miastach wynik ten waha się między 71 a 77%, najniższy poziom osiągając w miejscowościach o liczbie ludności przekraczającej 150 tys. mieszkańców.

Jakie są źródła polskiej gościnności?

Bardzo ciekawe wydają się powody takiej postawy naszego społeczeństwa oraz to, w jaki sposób sami ją sobie tłumaczymy. Ponad połowa badanych (53%) wskazuje, że jako Polacy jesteśmy po prostu towarzyscy. Zdaniem 47% ważną rolę odgrywa tutaj kwestia wychowania. Duża część uważa także, że jesteśmy gościnni, ponieważ lubimy dzielić się tym, co mamy (41%) bądź zależy nam na budowaniu relacji i podtrzymywaniu więzi z innymi ludźmi (38%). Z kolei 27% osób przyczyn upatruje w tym, że uwielbiamy urządzać przyjęcia – częstym zwyczajem jest przecież zapraszanie gości na urodziny, imieniny, święta czy inne uroczystości. Zdaniem 17% respondentów nasza gościnność może wiązać się z przeszłością i konkretnymi wydarzeniami w życiu np. kiedy sami doświadczyliśmy otwartości ze strony innych i czujemy potrzebę odwdzięczenia się tym samym.

Wiemy już, jakie Polacy mają przypuszczenia co do powodów gościnności swoich rodaków. Warto również poznać odpowiedź na pytanie, co miało kluczowy wpływ na ukształtowanie się gościnności naszych respondentów. Okazuje się, że są to dwa główne czynniki: wartości nabyte w toku wychowania (46%) i osobowość (39%). Bardzo niewielkie znaczenie ankietowani przypisali edukacji (6%). Czasami taką postawę kształtowały też szczególne wydarzenia w życiu – zarówno te, które wspominamy pozytywnie (kiedy inni przyjmowali nas z otwartymi ramionami), jak i negatywnie (gdy ktoś odmówił nam schronienia, kiedy go potrzebowaliśmy).

Polska definicja gościnności

Poprosiliśmy uczestników naszego badania o odpowiedź na pytanie, czym dla nich jest gościnność. W definicjach przewijały się często takie określenia, jak otwartość i bezinteresowność. Poniżej prezentujemy przykładowe wypowiedzi:

  • Gościnność to dla mnie otwartość na ludzi spoza naszego otoczenia i dbanie o innych z uprzejmością.
  • Gościnność to bezinteresowna pomoc, zaoferowanie noclegu i jedzenia. Sprawienie, że druga osoba czuje się chciana i zaopiekowana.
  • Myślę, że gościnność to chęć przebywania z innymi ludźmi, przyjmowanie ich we własne progi z otwartymi ramionami, bycie miłym i kontaktowym oraz stworzenie jak najlepszych i komfortowych warunków dla drugiej osoby.

Bardzo podobnie gościnność postrzega dr hab. prof. UŁ Inga B. Kuźma:

Badacz Adam Pisarek pisał w 2014 r., że w kulturze polskiej gościnność rozumiana jest jako: serdeczność, życzliwość i bezinteresowność. Można dodać, że oznacza to przygotowanie jedzenia, zaopiekowanie się gościem, aby spędził miło czas, a czasami również przenocowanie. Oczywiście nie każdego i nie zawsze. Jednak mniej więcej takie cechy przypisuje się tzw. gościnności polskiej. Cechy te nawiązują do wzorców z dawnego okresu, pielęgnowanych np. w starych dworach szlacheckich.



Niewątpliwie następstwa wydarzeń za naszą wschodnią granicą dowiodły, że gościnność niejedno ma imię i możemy ją wyrażać na wiele sposobów. Dziś to nie tylko zapraszanie rodziny lub przyjaciół na niedzielną kawę. To także gotowość podzielenia się z potrzebującymi tym, co mamy – miejscem do spania, posiłkiem czy ubraniami.

Jakie emocje nam towarzyszą, kiedy przyjmujemy gości?

Nie tylko sami jesteśmy gościnni, ale często również korzystamy z gościnności innych. Którą z tych sytuacji wolimy? Zdania są podzielone – 36% badanych preferuje zapraszanie innych do siebie, a 33% woli być w odwrotnej sytuacji i takie zaproszenia otrzymywać. Pewne jest za to, że przyjmowanie gości większości z nas poprawia nastrój – przyznaje to aż 65% respondentów, a przeciwnego zdania jest tylko 17%. Co ciekawe, 22% ankietowanych deklaruje, że częste przyjmowanie gości zwiększyło u nich niechęć do innych ludzi.

Zupełnie inne emocje mogą nam za to towarzyszyć w wyniku pojawienia się niezapowiedzianych gości. Zdarza się bowiem, że przychodzą nie w porę, kiedy nie jesteśmy przygotowani lub po prostu nie mamy na to ochoty. Zatem jaki mamy stosunek do „wizyt niespodzianek”? Może wydawać się to zaskakujące, ale również w tym przypadku reakcje Polaków są w zdecydowanej większości pozytywne – 45% respondentów odczuwa wtedy radość, 36% podekscytowanie, a 26% spokój. Jednak pojawiają się również negatywne emocje, takie jak napięcie (21%), rozdrażnienie (12%) i zdenerwowanie (11%). Tylko 10% badanych czuje w takiej sytuacji obojętność, a zaledwie 6% zmęczenie. To może być kolejny dowód na to, że Polacy naprawdę lubią przyjmować gości.

Polska definicja gościnności

Czym chata bogata, czyli jak Polacy przyjmują gości?

Czas przejść do praktyki, a więc konkretnych zachowań związanych z wizytami innych osób w naszych domach. Zacznijmy od sprawdzenia częstotliwości przyjmowania gości – co czwarty badany robi to kilka razy w roku, a dokładnie taki sam odsetek przynajmniej raz w tygodniu. Niewiele mniejsza grupa respondentów deklaruje, że jest to średnio raz na 2 tygodnie (24%) lub raz w miesiącu (21%). Osoby, które uważają się za najbardziej gościnne, najczęściej podejmują gości raz na tydzień lub raz na dwa tygodnie. Z kolei ankietowani, którzy nie uważają siebie za gościnnych, zazwyczaj i tak są przez kogoś odwiedzani, choć zwykle ograniczają takie okazje do kilku razy w roku

Co według nas samych świadczy o naszej gościnności? Aż 71% respondentów zapytanych o jej przejawy odpowiedziało, że stara się po prostu stworzyć miłą atmosferę, aby przyjmowane osoby poczuły się jak u siebie w domu. Na drugim miejscu znalazło się przygotowanie czegoś do jedzenia, które jest oznaką gościnności dla 58% ankietowanych. Ponadto 37% deklaruje, że częste przyjmowanie innych w swoim domu samo w sobie stanowi przejaw gościnności, a dokładnie taki sam odsetek poświęca gościom całą swoją uwagę. Dodatkowo co piąta osoba proponuje nocleg bądź stara się zorganizować odwiedzającym czas, zapewniając różnego rodzaju atrakcje i rozrywki, takie jak np. wspólne wyjście do miasta.

Nieliczną grupę Polaków, która w ogóle nie przyjmuje gości w swoim domu, zapytaliśmy o przyczyny takiej decyzji. Najczęściej wymieniany powód jest bardzo prozaiczny – nieco ponad połowa z nich wprost deklaruje, że tego nie lubi. Ponadto nie wszyscy czują się komfortowo w czyimś towarzystwie – 44% z tej grupy uważa się za introwertyków i w związku z tym nie ma potrzeby zapraszania innych do siebie. Prawie ⅓ tych badanych wskazała na niewystarczającą wielkość domu lub mieszkania, co uniemożliwia im przyjmowanie gości. Z kolei 16% to osoby, które twierdzą, że ich cztery kąty nie są jeszcze urządzone w odpowiedni sposób – być może i one zaczną zapraszać innych do siebie, gdy tylko wykończą swoje wnętrza.

Niełatwa sztuka bycia gospodarzem

Chociaż w większości lubimy przyjmować gości, zazwyczaj wiąże się z tym ogrom pracy. Co robimy, gdy spodziewamy się odwiedzin? Często wpadamy w wir sprzątania i gotowania – aż 79% badanych przed taką wizytą porządkuje swoje mieszkanie, a 71% przygotowuje poczęstunek (choć 10% przyznaje, że wybiera szybsze i wygodniejsze rozwiązanie, jakim jest zamawianie gotowego jedzenia). Prawie co trzeci z nas szykuje miejsca dla gości (np. planuje, gdzie będą spali, jeśli spodziewany jest nocleg). Sporo osób poświęca też uwagę kwestiom wizualnym. Dotyczy to zarówno domu, jak i ich samych – 15% na tę okazję odświętnie się ubiera, a 11% dba o odpowiednie dekoracje, np. kupuje świeże kwiaty lub zapala świeczki.

Gdzie przyjmujemy gości, jeśli mowa o kilkugodzinnym spotkaniu bez noclegu? Najbardziej oczywistym miejscem wydaje się salon i tak też w rzeczywistości jest, ponieważ wskazało go 86% respondentów. Na drugim miejscu z wynikiem 17% znalazły się ex aequo kuchnia, a także ogród, taras lub balkon, gdzie chętnie spędzamy czas z naszymi gośćmi, gdy tylko pozwala na to pogoda. Dla porównania, jadalnię wskazało 16%, a swój prywatny pokój – 13% badanych.

Gościnność wczoraj i dziś

Aby dowiedzieć się więcej o polskiej gościnności, warto na chwilę cofnąć się w czasie. Dawniej dla gospodarza była ona sprawą priorytetową, a rozumiano ją najczęściej jako uprzejmość oraz zapewnienie ochrony i opieki obcej osobie przybywającej w odwiedziny. W średniowieczu popularne było goszczenie przyjaciół czy odpłatne przyjmowanie gości w zajazdach. Duże znaczenie miało również podłoże moralne i religijne – w końcu jak mówi znane przysłowie: „gość w dom, Bóg w dom”. Choć z biegiem lat na Zachodzie zwyczaje gościnności zaczęły zanikać, w Europie Środkowej kultywowano je nadal.

Gościnność na naszych terenach była także charakterystyczna dla ziemiaństwa z XIX i początku XX wieku, które kontynuowało tradycje staropolskie, takie jak przyjmowanie gości przy suto zastawionym stole. Przywiązywano dużą wagę do utrzymywania kontaktów towarzyskich, a wizyty (również te niezapowiedziane) były znakomitą okazją do usłyszenia najnowszych wieści z kraju. O zwyczajach z tamtego okresu przypomina także dr hab. prof. UŁ Inga B. Kuźma:

Łukasz Gołębiowski w 1830 r. wspominał o tradycji panującej wśród warstw wyższych – gdy ktoś zajeżdżał do danej miejscowości, nie kierował się do karczmy czy oberży, ale wprost do dworu znajomego czy nieznajomego ziemianina lub proboszcza. Dzięki temu szybko odnawiano stare relacje lub zawiązywano nowe. Takie odwiedziny, nawet składane przez nieznajomych, gospodarze odczytywali jako zaszczyt dla siebie. Gołębiowski pisał, że stąd wywodził się jeszcze starszy zwyczaj obowiązujący na dworach polskich, aby zostawić kilka pustych miejsc przy stole dla niespodziewanych gości oraz zachować część obiadu, jeśli przybysz pojawiłby się nagle, nieumówiony na posiłek.



W dobie komputerów, internetu i globalnej wioski pojawiły się nowe zwyczaje. W kontekście gościnności bardzo ciekawym współczesnym zjawiskiem wydaje się couchsurfing, czyli darmowe zakwaterowanie dla osób podróżujących po świecie. 14% badanych przyznało, że zdarzyło im się chociaż raz przyjąć w domu kogoś obcego w ramach couchsurfingu. Taka forma goszczenia nieznajomych częściej spotykana jest jednak wśród mieszkańców największych miast. 64% osób, którym zdarzyło się ją wcielić w życie, uważa to za doskonałą alternatywę dla noclegu w hotelu. Aż ¾ ankietowanych sądzi, że dzięki temu łatwiej poznać nowych ludzi, a ⅔ w przyszłości planuje ponownie zaoferować komuś tę opcję zakwaterowania. Tylko co czwarta osoba ma obawy co do bezpieczeństwa takiej formy przyjmowania gości, a 29% badanych ma z nią negatywne wspomnienia.

Czym chata bogata, czyli jak Polacy przyjmują gości?

W obliczu wojny, czyli polska gościnność wobec ukraińskich uchodźców

Obecna sytuacja na wschodzie Europy nie napawa optymizmem. Świat jeszcze nie zdążył się na dobre otrząsnąć ze skutków pandemii, a pod koniec lutego przeżył kolejny szok, będąc świadkiem inwazji rosyjskich wojsk na Ukrainę. W związku z tym miliony obywateli tego kraju, szczególnie kobiety z dziećmi, zdecydowały się wyemigrować do swoich zachodnich lub południowych sąsiadów. Najwięcej z nich wybrało właśnie Polskę – według danych Straży Granicznej polsko-ukraińską granicę przekroczyło już 3,9 miliona uchodźców (stan na 8 czerwca 2022 r.).

Jak wobec tak dużego kryzysu migracyjnego zachowali się Polacy? Okazało się, że naprawdę jesteśmy gotowi nieść pomoc potrzebującym. Już w pierwszych dniach wojny powstało wiele zbiórek i akcji pomocowych, w które zaangażowało się tysiące ludzi. Pożywienie, ubrania, leki, bezpłatny transport czy pomoc prawna to tylko niektóre z przejawów wsparcia. Jednym z największych problemów było jednak zapewnienie uchodźcom zakwaterowania. I tu wydarzyła się rzecz niebywała, która nie umknęła uwadze światowych mediów – wielu Polaków zupełnie bezinteresownie zdecydowało się udzielić schronienia uciekającym przed wojną Ukraińcom pod swoim dachem.

Ilu z nas otworzyło drzwi dla Ukraińców?

Niemal 11% uczestników naszego badania deklaruje, że przyjęło do swojego domu uchodźców z Ukrainy. Można sobie wyobrazić, że podzielenie się swoim prywatnym, codziennym miejscem do życia z obcymi ludźmi było niezwykle trudną decyzją. Warto zadać sobie pytanie, z czego wynikała początkowa mobilizacja Polaków przyjmujących ukraińskich uchodźców do swoich domów – na ile była to emocjonalna reakcja, a na ile dobrze przemyślana decyzja? Na ten temat wypowiedziała się mgr Katarzyna Babka, psycholożka i psychoterapeutka z Kliniki PsychoMedic:

Od każdej reguły jest wyjątek, jednak tempo i ładunek emocjonalny związany z wybuchem wojny każą przypuszczać, że w większości przypadków przyjęcie uchodźców było decyzją podejmowaną pod wpływem dużych emocji. Mówiąc o „tempie”, odnoszę się do pierwszych dni wojny, kiedy jedną z najważniejszych informacji była ta o liczbie uchodźców przekraczających granicę, która stopniowo, z godziny na godzinę i z dnia na dzień wzrastała. Ładunek emocjonalny to m.in. obrazy matek z dziećmi, sznur samochodów na granicy, przekraczające ją tłumy pieszych czy dziecko niesione na rękach pracownika straży granicznej. Obok kadrów bombardowanych miast, to właśnie te widoki poruszały nasze serca. W takiej sytuacji trudno wymagać od ludzi, którzy mają w sobie choć odrobinę empatii, żeby kierowali się wyłącznie rozumem. Co nie znaczy, że trzeźwe osądy nie dochodziły do głosu na kolejnych etapach planowania przyjęcia uchodźców. Jednak w tym przypadku emocje ułatwiały podjęcie tej ryzykownej decyzji.



Dlaczego pozostałe osoby nie zdecydowały się na taki krok? Najczęstszą przyczyną, wskazaną przez 63% respondentów z tej grupy, okazał się po prostu za mały dom lub mieszkanie – trudno byłoby im zapewnić komfortowe warunki dla uchodźców, jeśli sami mieszkają na małym metrażu. Drugi pod względem popularności powód związany jest z sytuacją finansową – 39% badanych stwierdziło, że nie było ich stać na tak duży zakres pomocy. Dodatkowe osoby w gospodarstwie domowym to w końcu spore koszty, na które nie każdy mógł sobie pozwolić. Z kolei 35% ankietowanych wybrało inne sposoby wsparcia Ukraińców, których w tamtym czasie nie brakowało (np. zbiórki pieniędzy, odzieży czy żywności). Natomiast 18% przyznaje wprost, że nie lubi przyjmować w domu obcych ludzi. Najmniej istotnym problemem wydaje się tutaj bariera językowa, ponieważ z jej powodu z przyjęcia pod swój dach ukraińskich uchodźców zrezygnowało zaledwie 7% respondentów.

Sytuacja w Ukrainie nie musiała jednak budzić w nas poczucia obowiązku przyjmowania uchodźców do swojego domu, co wyraźnie podkreśla psycholożka i psychoterapeutka Katarzyna Babka:

Przyjmowanie obcych ludzi pod własny dach jest wielkim poświęceniem i trudno sobie wyobrazić, że ktoś mógłby tego od kogokolwiek wymagać. Z tego powodu wątpię, czy ktoś może czuć się w obowiązku, żeby tak zrobić. Nawet jeśli tak by się zdarzyło, to jest to motywacja zewnętrzna, która z dużym prawdopodobieństwem nie wystarczy do kontynuowania tak szlachetnych aktywności, kiedy pojawiają się trudności. Warto też podkreślić, że nikt od nas nie wymagał takich zachowań. Myślę, że nie tylko cały świat, ale i my sami przecieraliśmy oczy ze zdumienia, widząc pomoc Polaków, płynącą z potrzeby serca, a nie z obowiązku.



Gościnność wobec uchodźców z perspektywy czasu

Od wybuchu wojny i największej fali migracyjnej, która przetoczyła się przez nasz kraj, minęło już kilkanaście tygodni. Postanowiliśmy zatem sprawdzić, jak Polacy, którzy ugościli uciekających przed zagrożeniem, oceniają swoją pomoc z perspektywy czasu. Okazuje się, że większość z nich tego nie żałuje – aż 65% ankietowanych uważa, że przyjęcie uchodźców do domu było dobrą decyzją. Nie brakuje przy tym osób, które mają negatywne doświadczenia – mowa jednak tylko o 18% Polaków, którzy otworzyli drzwi dla obywateli Ukrainy. Warto dodać, że przyjęcie ich pod swój dach dla większości gospodarzy miało walor edukacyjny – 62% ankietowanych zadeklarowało bowiem, że dzięki temu lepiej zrozumiało kulturę wschodniego sąsiada.

Profesor Inga B. Kuźma podkreśla, że taka forma pomocy oznacza coś więcej niż przyjmowanie gości w potocznym rozumieniu:

W dyskursie potocznym i medialnym odbija się cały wachlarz słów, jakimi próbujemy nazwać uchodźców i uchodźczynie, szczególnie zamieszkujących w prywatnych lokalach. Czy to ciągle goście, czy jednak lokatorzy, a może współmieszkańcy? Czasami są nazywani przez gospodarzy „moi” lub „nasi” (w sensie: zależą w części od nas, czujemy się za nich odpowiedzialni, dzielimy się z nimi tym, co mamy, starając się zapewnić jak najlepsze warunki). Niektórzy przy tym stają się czasami jak „druga rodzina” – sporadycznie można usłyszeć, że to „nasi bracia”. Wszystkie te określenia zmieniają sens gościny ze zwyczajowej, towarzyskiej na sytuację bycia ze sobą na dobre i na złe w określonej domowej przestrzeni. Kryzys wojenny i fakt, że większość uchodźczyń to kobiety i dzieci, być może sprawił, że domy otworzyły się dla nich chętniej.



Spośród grupy badanych, która ugościła uchodźców, nieco ponad połowa deklaruje, że nie miała obaw przed ulokowaniem u siebie obcych ludzi. Do pewnej dozy niepokoju przyznała się ponad ⅓ respondentów, ale mimo wszystko nie zrezygnowała z chęci udzielenia schronienia. To niezwykle imponująca postawa, co potwierdzają także wyniki naszego badania – więcej niż 2 na 3 osoby są pełne podziwu dla tych, którzy zdecydowali się na przyjęcie pod swój dach ludzi uciekających z Ukrainy. A czy wojna i związany z nią napływ uchodźców wpłynęły negatywnie na chęć przyjmowania w domu gości przez Polaków? Raczej nie, ponieważ przyznaje się do tego w przybliżeniu tylko co piąta osoba.

Psycholożka i psychoterapeutka Katarzyna Babka zwraca też uwagę na wyzwanie, które mogło spotkać wiele osób goszczących ukraińskie rodziny, jakim jest życie w zgodzie pod jednym dachem:

Każdy, kto ma doświadczenie mieszkania z obcymi ludźmi (np. ze współlokatorami czy w akademiku) wie, że jest to kwestia wypracowania pewnych zasad. Tuż po przyjęciu pod dach uchodźców emocjonalna reakcja wobec ich tragedii może sprawić, że będziemy akceptować więcej, niż zazwyczaj jesteśmy w stanie. Ale po pewnym czasie, gdy opadną emocje, które do tej pory nas „znieczulały”, zaczniemy odczuwać niewygody i dyskomfort związane z tą sytuacją. W takim momencie możemy pielęgnować w sobie negatywne emocje do momentu, w którym niekontrolowane wybuchną, albo wziąć je pod uwagę i ustalić zasady funkcjonowania pod jednym dachem, z uwzględnieniem potrzeb naszych oraz gości. Im więcej wiedzy na temat przyczyn i zachowań drugiej strony, tym większa szansa na zrozumienie i doświadczenie poczucia bezpieczeństwa mimo różnic.



Gościnność wobec uchodźców z perspektywy czasu

Gościnność a prywatność – czy to się wyklucza?

Wyniki badania jednoznacznie wskazują, że Polacy lubią przyjmować gości. Nie możemy jednak zapominać o potrzebie prywatności, którą każdy z nas odczuwa w mniejszym lub większym stopniu. Jak pogodzić jedno i drugie? Najpopularniejszym sposobem na postawienie granicy między otwartością a własną przestrzenią okazało się zamykanie drzwi do niektórych pokojów, do czego przyznało się 27% respondentów. Natomiast 15% to osoby, które kontrolują, co robią ich goście, a 14% chowa przed nimi prywatne przedmioty czy ważne dokumenty. Z drugiej strony aż 4 na 10 ankietowanych przyznaje, że w żaden szczególny sposób nie dba o swoją prywatność podczas odwiedzin gości. Zatrzymajmy się jednak na chwilę przy Polakach, którzy zamykają przed gośćmi niektóre pokoje. Zdecydowanie najczęściej nie chcemy ich wpuszczać do naszych sypialni – deklaruje tak aż 83% badanych z tej grupy. W dalszej kolejności znalazła się garderoba (32%), a następnie domowy gabinet (26%) – to wysokie wyniki, szczególnie biorąc pod uwagę, że nie każdy dom czy mieszkanie posiada takie pomieszczenia. Dlaczego to robimy? Większość z nas chce zachować dostęp do niektórych miejsc tylko dla siebie i dla domowników – taką opcję wskazało aż 58% badanych zamykających drzwi. Z kolei 40% z nich lubi mieć kontrolę nad tym, gdzie wpuszcza gości, a 36% chce w ten sposób ukryć bałagan – w końcu nie zawsze udaje się posprzątać cały dom przed czyjąś wizytą. Natomiast 21% tej grupy ankietowanych deklaruje, że zamyka te pomieszczenia właściwie tylko z przyzwyczajenia.

Jakie emocje towarzyszą brakowi prywatności?

Inną kwestią jest nasza codzienna prywatność, gdy żyjemy z kimś pod wspólnym dachem. Jak o nią dbamy? 44% badanych zamyka się w swoim pokoju, kiedy potrzebuje odpoczynku od innych. 31% respondentów nie przyjmuje wtedy gości. Taki sam odsetek ankietowanych informuje domowników, że chce pobyć w samotności, a 18% idzie o krok dalej, ponieważ unika z nimi rozmów. Natomiast jeśli chcemy ochronić się przed ciekawskim wzrokiem sąsiadów, zasłaniamy okna bądź stosujemy osłony na balkonie lub tarasie – praktykuje to 24% uczestników naszego badania.

Brak prywatności w domu może negatywnie wpłynąć na nasze samopoczucie psychiczne, o czym przypomina psycholożka i psychoterapeutka Katarzyna Babka:

Aby zobaczyć, jak brak prywatności w domu może wpływać na samopoczucie, warto przyjrzeć się nastolatkom. Czas dojrzewania to moment, w którym rodzi się u nich potrzeba prywatności, a jeśli rodzice za tym nie nadążają, to możemy zaobserwować całą gamę zachowań wyrażających stosunek do zaistniałej sytuacji. Jest to przede wszystkim napięcie, przejawiające się np. drażliwością i wybuchowością. Mało istotne sytuacje mogą wywoływać nieadekwatne z obiektywnego punktu widzenia reakcje.



Jednak jak podkreśla ekspertka, tego typu emocje związane z brakiem prywatności nie muszą być charakterystyczne tylko dla nastolatków.

Nie sądzę, żeby wiek był jedynym czy najważniejszym kryterium dla tego, jak na naszej psychice odbije się brak prywatności. Decydujący wpływ będą tu raczej miały umiejętności związane z asertywnością, radzeniem sobie z dyskomfortem i wyrażaniem trudnych emocji. Dorosłym będzie sprzyjać empatia, umiejętność przyjęcia odmiennej perspektywy i zrozumienia innych. Pamiętajmy jednak, że zrozumienie motywów zachowania nie jest jednoznaczne z tym, co będziemy czuć i nie sprawi, że trudne emocje automatycznie znikną. Może za to (tylko i aż) pomóc je modulować.



Jakie emocje towarzyszą brakowi prywatności?

Podsumowanie

Na przykładzie naszego badania widać wyraźnie, że gościnność, charakterystyczna dla środkowej Europy już wieki temu, mocno zakorzeniła się u Polaków. Zdecydowana większość z nas identyfikuje się z tą cechą, a podejmowanie gości poprawia nam humor i wywołuje inne pozytywne emocje, nawet kiedy odwiedziny są niespodziewane. Przyjmujemy gości w różnych odstępach czasu – niektórzy tylko kilka razy w roku, inni zdecydowanie częściej. Przed wizytą sprzątamy i gotujemy, a w jej trakcie dbamy o miłą atmosferę. Miejsce spotkań najczęściej stanowi nasz salon.

Pod koniec lutego 2022 r. gościnność Polaków została zweryfikowana przez wojnę w Ukrainie i uciekających przed nią uchodźców. Nasi rodacy zdali jednak egzamin, ponieważ więcej niż co dziesiąty badany zapewnił schronienie potrzebującym. Prawie ⅔ respondentów z perspektywy czasu uważa to za dobrą decyzję, choć niektórzy mieli obawy przed przyjęciem obcych ludzi pod swój dach. Natomiast powody, które wielu z nas uniemożliwiły udzielenie pomocy w tak dużym zakresie, to przede wszystkim niewystarczający metraż domu lub mieszkania oraz gorsza sytuacja finansowa.

Sporym wyzwaniem związanym z gościnnością jest pogodzenie jej z prywatnością, choć największa grupa badanych nie podejmuje żadnych działań w tym celu. Część z nas stara się odgrodzić część swojej przestrzeni przed gośćmi, zamykając drzwi do niektórych pomieszczeń, w szczególności do sypialni. Postępując w ten sposób, najczęściej chcemy zachować dostęp do niektórych zakątków domu tylko dla siebie, mieć kontrolę nad miejscami, do których zaglądają goście lub ukryć bałagan.

Metodologia badania

Badanie zostało przeprowadzone w formie ankiety elektronicznej (metoda CAWI) od 26 kwietnia do 16 maja 2022 r., a więc ponad 2 miesiące po rozpoczęciu wojny w Ukrainie. Anonimowy kwestionariusz z pytaniami zamkniętymi i otwartymi wypełniła grupa 1 000 respondentów z całej Polski z zachowaniem reprezentatywności próby w kontekście płci. Były to wyłącznie osoby powyżej 18. roku życia, spośród których największy odsetek stanowili ankietowani w przedziale wiekowym 25-34 lata (31%) oraz 35-44 lata (26%).

Dodatkowe źródła